Lubicie jeść parówki na śniadanie albo na kolację? Ja bardzo:) Zawsze to miła odmiana od zwykłych kanapek z szynką, czy serem, a w dodatku ciepły i sycący posiłek, który przygotowuje się w zaledwie kilka minut. Herbatka, świeża bułeczka, ulubione dodatki i sosy – mniam – niebo w gębie.
Tylko czy jedzenie parówek tak właściwie jest zdrowe?
Wiele mówi się i słyszy o szkodliwości parówek dla naszego zdrowia. A raczej o tym, z czego parówki są produkowane… Nie są to informacje zbyt zachęcające. Kiedyś nie przykładało się aż tak wielkiej wagi do składu produktów, które lądują na naszym stole. Dziś jednak (i całe szczęście!) jesteśmy coraz bardziej świadomi zagrożeń płynących z niezdrowego jedzenia. Chyba także coraz bardziej interesujemy się tym, co jemy:)
To jak z tymi parówkami? Unikać ich jak ognia? Mięsa w nich jak na lekarstwo? Składają się raczej z tzw. „mięsa oddzielonego mechanicznie” (w skrócie MOM) zmielonych skór, chrząstek i może lepiej nie wgłębiajmy się z czego jeszcze…

Otóż niekoniecznie. Pierwsza i podstawowa zasada brzmi: CZYTAJMY SKŁAD! Bowiem parówka parówce nierówna:) Owszem, możemy znaleźć na rynku parówki, które koło mięsa co najwyżej leżały… No dobrze, mają jakąś tam zawartość mięsa w sobie, ale jest to ledwo kilkanaście %.
Zgodnie z definicją parówki powinna ona zawierać przynajmniej 50% mięsa!
A co z drugimi 50%?! Dlatego też nie wiem jak Wy, ale ja wybieram parówki o zawartości mięsa 80-90%plus. Tak, takie parówki również możemy znaleźć w sklepach:) Tyle, że oczywiście będą one sporo droższe. Ale coś za coś, prawda? Ja osobiście wolę zjeść ze smakiem 2 parówki z wysoką zawartością mięsa, niż 5, których smak i skład pozostawiają sporo do życzenia…
Na rynku możemy spotkać wiele rodzajów parówek: wieprzowe, cielęce, drobiowe, a także parówki z szynki!
Ja osobiście szczerze polecam te ostatnie! Odkąd spróbowałam parówek z szynki (z zawartością mięsa 90%plus) nie mam ochoty sięgać już po żadne inne parówki i tylko takie parówki królują na moim stole:)

Ważne – czego unikać:
– unikajmy kupowania parówek na wagę – chyba, że są to parówki, których skład już dobrze znamy lub zapytamy sprzedawcę o procentową zawartość mięsa. Nie mamy jednak pewności, czy ekspedient posiada taką wiedzę oraz czy powie nam prawdę;) Dlatego też ja kupuję parówki pakowane, na których czarno na białym mogę przeczytać ich dokładny skład.
– unikajmy także kupowania parówek na mieście np. w formie hot-dogów – niestety, ale restauracje, knajpki, bary raczej będą chciały zaoszczędzić, nie ma więc co liczyć, że uroczą nas parówkami z najwyższej półki, z zawartością mięsa 90%plus. Raczej otrzymamy najtańsze parówki, polane taką ilością najróżniejszych sosów, aby nie czuć było za mocno ich smaku…

A Wy jak często jadacie parówki? Gotowane w wodzie, smażone, a może w cieście? Albo robicie domowe hot-dogi? Mam nadzieję, że od tej pory nie będziecie już mieć wątpliwości po jakie parówki w sklepie sięgnąć:)


Stereotyp parówek budzi ogólny niepokój.
Jednak Ja jestem zwolennikiem drobiowych Jedynek, które minimum raz w tygodniu jem ze swoją partnerką na śniadanie.
Do tego jajeczka na twardo i ser żółty na kanapki(pieczywo pełnoziarniste), pomidor, ogórek.
Do picia gorące kakao.
Białko, potas, węglowodany.
Mniam 🙂
Parówki to wcinało się na studiach , można powiedzieć że wtedy to był rarytas… Jak większość kasy szła na browarki nie było co wybrzydzać 🙂 …ahhh te czasy…. Nie wiem co było w parówach ale zwiększały objętość 3 krotnie po ugotowaniu i smakowały jak padlina 🙂 Tak dla przestrogi zaopatrywaliśmy się w Polo Market 🙂